Dlatego mówię: hej, człowieku, ładny strzał.
Co za ładny strzał, człowieku.
To było nawet zabawne, widząc jak Dav spoglądała zła na tą kelnerkę z baru, tak jakby była zazdrosna. Swoją drogą, to byłoby nawet słodkie, ale wiedziałem też, że Dav nie należy do tych osób, które zaczynają coś czuć po miesiącu znajomości; nie wiem, czy ona w ogóle coś czuje. Bo spójrzcie na jej minę, na sposób w jaki podchodzi do życia. Nie wygląda na kogoś, kto ma wszystko poukładane, jest kimś komu każda minuta się sypie i nic nie może z tym zrobić, prócz przyzwyczajenia się do przemijania. A przyzwyczajenie wiąże się z brakiem odczuć, nieokazywaniem uczuć. Po prostu żyjesz, tak jak robi to Davonne; ona tylko żyję i nikt nie może zmienić tego na życie jakie prowadzą Ci, którzy się nie przyzwyczajają do przemijania.
- Bieber, jedziemy.- warknęła na mnie i pociągnęła za ramię wychodząc z baru. Zapewne myślała, że patrzę na tą kelnerką i dlatego tak zareagowała. To naprawdę wydaję się słodkie i zabawne, gdy myślisz, że ta dziewczyna jest o ciebie zazdrosna.
Wsiedliśmy do samochodu , a ja ustawiłem w nawigacji najszybszą trasę do Chicago, która będzie trwać niecałe pięć godzin, ale to zależy, też od korków. Kątem oka zobaczyłem Davonne, która pisała smsa z wielkim uśmiechem. Pierwsza myśl jaka mi się pojawiło to to, że może dostała jakieś słodkiego smsa od Nowojorskiego Chłoptasia, albo od Taylora, i to wywołało u niej uśmiech. Nie powiem, czułem się dziwnie wiedząc, że to mógłbyś jakiś chłopak usilnie ją podrywający. Nie wiem, co to było, ale gdy powiedziała do kogo napisała poczułem ogromną ulgę i w pewnym sensie radość.
- Napisałam do Babci, że jesteśmy w Cleveland i za kilka godzin będziemy u niej.- powiadomiła mnie, gdy skończyła pisać wiadomość.
- Nie chce zrobić jej niespodzianki?- zapytałem. Wiem, że starsze osoby lubią niespodzianki, przynajmniej moja Babcia je lubi.
- Ta niespodzianka pewnie wywołała by u niej zawał, więc... Nie.- wzruszyła ramionami odblokowując telefon i czytając wiadomość, którą dostałą od Babci. I to sprawiało, że czułem się dobrze, nawet bardzo dobrze.- Przygotuj się na to, że Babcia będzie uważała cię za idealnego dla mnie kandydata na męża i ojca dzieci.- zachichotała i pokazała mi wiadomość.
Już zaczynam piec twój ulubiony placek, kochanie! Poza tym z chęcią poznam tego twojego Justina. Pewnie jest przystojny, prawda? Co ja gadam, na pewno jest. W końcu moje wnuki muszą być piękne :).
- Cóż, nie mam nic przeciwko.- mruknąłem nieco ciszej modląc się by tego nie usłyszała. Byłbym wtedy chyba najbardziej zawstydzoną osobą na całym świecie.- Co?- zapytała. Odetchnąłem widząc, że usłyszała tylko jakiś szept z moich ust.
- Nic.- wzruszyłem ramionami i odpaliłem samochód.
- Żartuje, słyszałam to.- powiedziała i cicho zachichotała, a ja starałem się jakoś zapanować nad ciepłem, które przechodziło przez moje ciało i skupić się na drodze. Yeah, ta droga wydaje się seksowna...
Włączyłem radio, od razu szukając stacji, gdzie rapowałby Drake, Lil Wayne, albo ktokolwiek kto rapuje. Chwilę potem w głośnikach rozbrzmiała piosenka Eminema "When I'm Gone", która była moją ulubioną, jeśli chodzi i rap Eminema.
- Have you ever loved someone so much, you'd give an arm for? Not the expression, no, literally give an arm for? When they know they're your heart.- cicho rapowałem pod słowa Marshalla i oblizałem wargi nabierając przy tym powietrza.
- To była ulubiona piosenka Taylora i kiedyś mi ją zarapował.- odezwała się Dev cicho pomrukując po tym niektóre słowa, które były częścią piosenki.
- To... dobrze?- nie wiedziałem jak zareagować, na to co powiedziała. Ona tylko westchnęła i nieco zgłośniła piosenkę
Podróż jest naprawdę męcząca zwłaszcza, gdy od jakieś godziny Dav nieustannie jęczy nad moim uchem mówiąc, że chce siku i potrzebuje kawy. Wszystko było by ok, gdyby nie fakt, że robiliśmy postój około dwóch godzin temu.
- Justin ja naprawdę muszę!- pisnęła do mojego ucha drapiąc mnie po ramieniu i wyginając swoje usta w podkówkę.
- Robiłaś siku dwie godziny temu.- odpowiedziałem jej jeszcze spokojnie.
- To nie moja wina, że znów chcę.- warknęła i głośno westchnęła rzucając się na siedzenie.
- Nie wytrzymasz jeszcze trochę? Za dwie godziny będziemy w Chicago.- mruknąłem poprawiając się na siedzeniu kierowcy.
- Ale chociaż na kawę. Proszę Justin.- pociągnęła mnie za ramię i zmusiła bym popatrzył na jej smutną miną. Naprawdę, gdybym wiedział, że Dav tak zachowuje się w podróży nigdy nie wpadłbym na pomysł by gdzieś z nią pojechać.
- Okej, ale siedzisz cicho, jasne?- zapytałem ją, a ona pokiwała szybko głową i od razu się uśmiechnęła. Przejechałem jeszcze około dwóch kilometrów i zatrzymałem się na parkingu obok jakieś baru. Wyszliśmy z samochodu i weszliśmy do wnętrza budynku. Klimat był w stylu kowbojskim, a kuchnia meksykańska. Podszedłem do baru, za którym stała jakaś nastolatka, nieco młodsza ode mnie. Miała blond włosy, ułożone w krótkiego irokeza i masę kolczyków na twarzy. Wiecie, w nosie, wardze, ustach, brwiach i tak dalej. A także wytatuowane ramiona. Podniosła wzrok zza kasy i spojrzała na mnie uśmiechając się lekko.
- Dzień dobry. Witamy "U Rey'a". Czym mogę Panu służyć?- zapytała tą nudną regułką, która pewnie śniła jej się po nocach i wymusiła u siebie nieco większy uśmiech.
- Dwie zwykłe czarne kawy.- odpowiedziałem jej i patrzyłem jak wyciąga dwa kubki na kawę, po czym wlewa do nich ciepłą zawartość dzbanka.
- Z mlekiem?- zapytała odkładając dzbanek.
- Tylko jedną.- kiwnęła głową i dodała trochę mleka do kawy, a następnie kliknęła kilka cyfr na kasie fiskalnej. Położyła dwa plastikowe kubki na ladzie i wyczytała cenę.
- 5 dolarów.- wyciągnąłem z kieszeni pieniądze i wręczyłem jej do dłoni, a następnie zabrałem dwie kawy z lady i ruszyłem w stronę toalet czekając na Davonne. Wyszła po kilku minutach od razu wyrywając mi z dłoni kawę i wzięła kilka szybkich łyków.
- Idziemy.- mruknąłem i pociągnąłem ją za rękę idąc w stronę samochodu. Po chwili znów znaleźliśmy się na autostradzie prowadzącej do Chicago.
No one's POV
Od celu ich podróży dzieliła ich zaledwie godzina, może kilkanaście minut więcej. Cyfrowy zegarek w desce rozdzielczej wskazywał, że jest za dziesięć szesnasta. Justin, po wcześniej wypitej kawie nie wyglądał na zmęczonego, chociaż do jego umysłu powoli docierało to, że robi się powoli senny. Davonne natomiast miała głowę opartą o szybę, na której brały udział w "wyścigu" krople deszczu. Z każdym kilometrem bliżej Chicago ulewa nieco się zwiększała uniemożliwiając szybką jazdę. Oczy blondynki sunęły w górę i w dół niekiedy patrząc na lusterko i spoglądając na jadące za nimi samochodami. Jeden nie dawał jej spokoju. Jechał tuż za nimi i był bardzo znajomy dla Dav, lecz nie mogła przypomnieć sobie skąd kojarzy ten granatowy pojazd. Nieco wystraszyła się, gdy zobaczyła, że rejestracje są kalifornijskie. Coś w jej wnętrzu cicho krzyczało, że to ktoś z gangu Taylora, albo nawet i sam Taylor ją śledzi. Kalifornia od razu kojarzyła się jej z Los Angeles, a Los Angeles z Bloodsami, czyli od razu z samymi kłopotami. Zaczęła powoli się denerwować, gdy widziała, że samochód za nimi robi dokładnie takie same ruchy jak i samochód Justina. Kiedy Justin zjeżdżał na drugi pas- granatowy samochód robił to samo i za każdym razem przyspieszał. Serce zaczęło jej szybciej bić, gdy przypomniała sobie dobrze jej znajome cyfry na tablicy rejestracyjnej. Od razu wyprostowała się na siedzeniu pasażera i zaczęła dokładniej obserwować samochód jadący za nimi. Nie wiedziała, czy ma powiedzieć o tym Justinowi, bo mówiła sobie w myślach, że na pewno ją wyśmieje, więc postanowiła, że będzie milczeć, nie wiedząc, że to najgorsze, co może zrobić. Zaczęła jeszcze bardziej intensywniej patrzeć na lusterko boczne, z nadzieją, że ujrzy twarz, któregoś z Bloodsów, ale przez ulewny deszcze nie mogła zauważyć nawet, czy ktokolwiek siedzi za kierownicą.
- Wszystko w porządku?- zapytał Justin i na chwile odwrócił wzrok zza kierownicy przenosząc go na Davonne.- Davonne?- powtórzył jej imię, gdy dziewczyna nie reagowała, aż w końcu potrząsnął za jej ramię.
- Um.. tak?- spojrzała na niego unosząc swoje równo wyrwane brwi, ale zaraz szybko znów zwróciła
- Pytałem, czy wszystko jest w porządku, bo wyglądasz jakbyś właśnie zobaczyła ducha.- powiedział i wciąż utrzymywał wzrok na drodze przed nim.
- Tak, jestem po prostu zmęczona.- wzruszyła ramionami i znów skupiła się na samochodzie jadącym za nimi. To nie były jakieś przypuszczenia, Davonne była w stu procentach pewna, że ten samochód nie może wróżyć nic dobrego.
Davonne zasnęła na kilka minut, lecz nie był to miły sen. Wyglądało to raczej jak czuwanie z zamkniętymi oczami, albo jak wyczekiwanie najgorszego. Coś w jej umyśle kazało się obudzić, więc szybko otworzyła oczy rozglądając się na boki i widząc po swojej lewej stronie granatowy samochód, a za nim Taylora Dunksa. Jej serce zatrzymało się na chwilę widząc złowieszczy uśmiech na twarzy bruneta. Powoli odwróciła głowę w stronę Justina patrząc na jego skupioną twarz. Znów spojrzała na Taylora i zobaczyła, że odległość między jego samochodem, a ich zmniejsza się z każdą sekundą. Zamarła ponownie widząc zza szyby, jak brunet bezgłośnie wymawia "żegnaj" w jej stronę.
- Justin!- tylko tyle zdołała usłyszeć przed tym jak całe jej ciało ogarnęła ciemność, a nic nierozumiejące brązowe oczy były ostatnią rzeczą jaką zobaczyła.
Devonne's POV
Ogromny ból przeszył całe moje ciało. Nie wiedziałam skąd się wziął. Nie widziałam kompletnie nic. Czułam po prostu jak coś w środku mnie rozrywa się na pół; jakby ktoś tną mnie na dwie części piłą mechaniczną, a ja dodatkowo straciłam wzrok. To uczucie było okropnie bolesne, ale ustało po kilku chwilach. Zaraz po tym nie czułam już kompletnie nic. Czułam się tak jak zwykle i powoli odzyskiwałam wzrok. Widziałam jasne światło i zaczęłam czuć jak krople deszczu spadają na moje ciało. Minęło kilka minut zanim odważyłam się je całkowicie otworzyć. Nie wiem kompletnie, gdzie byłam, ale wokół mnie panował całkowity chaos. Po mojej lewej znajdowały się zniszczone samochody, nie wiem ile dokładnie ich było, ale na pewno powyżej pięciu pojazdów. Każdy z nich miał powybijane szyby, pozaginane drzwi, albo całkowicie zgniecione maski. Powoli odwróciłam głowę w prawo i tam również zobaczyłam kilka takich samochodów. Byłam otoczona nimi i z każdą sekundą wydawało mi się jakby było ich coraz więcej. Powoli wstałam z asfaltu, na którym walały się miliony odłamków szkła i spojrzałam w dół widząc moje zakrwawione spodnie i dość duży kawałek szkła wbity w udo. Jęknęłam, gdy wyprostowałam moją nogę zauważając przy okazji, że w moich ramionach również są powbijane małe kawałeczki. Rozejrzałam się dookoła sprawiając sobie, przy tym ogromny ból i natychmiast zauważyłam samochód, którym jechałam i wybitą przednią szybę. Poszłam tam najszybciej jak umiałam powodując, że szkło jeszcze bardziej zagłębiło się w moim ciele. Jednak nie czułam ostrego bólu. Byłam zbyt przerażona tym, co dzieje się obok mnie, że całkowicie skupiłam się tylko na ogromnym wypadku i Justinie. Zobaczyłam, że miejsce, gdzie siedziałam było całkowicie zgniecione, a twarz głowa Justina oparta była o otwartą poduszkę powietrzną. Na jego włosach były kawałki szkła, tak jak i w całym samochodzie. Odetchnęłam z ulgą, gdy wyczułam u Justina puls. Zaczęłam potrząsać jego ramieniem, by się ocknął, ale to nic nie dało. Chłopak cały czas oparty był o kierownicę i tylko jego puls świadczył o tym, że żyje. Próbowałam otworzyć drzwi, ale nie dało się ich kompletnie ruszyć. Nie wiedziałam, co robić, ten dzień była chyba najgorszym z całego mojego życia.
- Justin, proszę obudź się.- szepnęłam i znów potrząsnęłam jego ramieniem, ale ponownie bezskutecznie. Moje oczy napełniły się łzami, które zaczęły powoli wypływać na moje rozgrzane policzki.
Stałam na środku autostrady i zastanawiałam się, co dalej się wydarzy. Z daleka usłyszałam jadącą karetkę, albo policję. Nie zdążyłam nawet zauważyć, z której strony nadjeżdżają pojazdy, ponieważ znowu zemdlałam. Znów ogarnęła mnie ciemność już całkowicie nic nie czułam...
No one's POV
Na autostradzie prowadzącej do Chicago znalazło się kilkanaście ambulansów, radiowozów policyjnych, straż pożarnych oraz różnych stacji telewizyjnych, które informowały o dużym wypadku na autostradzie I-94.
- Wypadek spowodowany był dużą ulewą oraz nieostrożnością kierowców. Według policji nie był to nieumyślnie spowodowany wypadek. Do katastrofy, w której wzięło udział około czterdziestu osób doszło kilka minut po godzinie szesnastej. Z niepotwierdzonych źródeł wiemy, że liczba ofiar śmiertelnych wynosi jedenaście, a w śród nich są dwie ciężarne kobiety oraz dzieci do lat pięciu...- informowała prezenterka z jakieś stacji telewizyjnej, która jako jedna z pierwszych znalazła się na miejscu wypadku.
Czy kiedykolwiek kochałeś kogoś tak bardzo,
że dałbyś sobie uciąć za niego rękę?
Nie, nie w przenośni, dosłownie -
czy oddałbyś za niego rękę?
____________________
Nic. Jest na prawdę złe, ale nie chciałam dłużej zwlekać, bo wiem, że już niektórzy mieli spiny o to, że nie ma rozdziału :))))) Pozdrawiam.
Komentujcie, choćby to miało być 1 słowo. Chcę po prostu wiedzieć ile osób czyta, to co piszę :')
Macie tu mojego aska, zadawajcie pytania, spamujcie, cokolwiek: ask.fm/awwbiebsy
OMG... Takie emocjeee *.* ♥
OdpowiedzUsuńNie mogę się doczekać kolejnego!! <3
OdpowiedzUsuńŚwietny! Tyle emocji :)
OdpowiedzUsuńJezusie...wypadek ;c świetny rozdział!! ♥ czekam na koljeny;x
OdpowiedzUsuńCudowny rozdział ! *___* Nie mogę się kolejnego doczekać. ;D
OdpowiedzUsuńomg,ciekawe co z dav i justinem,rozdział super, czekam na kolejny
OdpowiedzUsuń:O biedna Dav i Justin. czekam na nn :(
OdpowiedzUsuńNareszcie. :)
OdpowiedzUsuńBoże. Czy ty teraz chcesz mnie wpędzić do grobu?
Wiesz też mam teraz miesiączkę i też płakałam a zwłaszcza na końcówce ...
Czekan nn :)
o mój boże biedny Justin i Dav :(
OdpowiedzUsuńoby nic im nie było ;_;
czekam na nn x
Uwielbiam twoje opowiadanie. Czekam na następny rozdział. c:
OdpowiedzUsuńAwwww, nie jest zły rozdział, tylko cudowny :) Nie mogę się doczekać następnego <3
OdpowiedzUsuńOMG Tylko nie mów ze przez ten wypadek Justin straci rękę JEZUU nie !
OdpowiedzUsuńPodoba mi się! Nie przestawaj pisać, proszę... Tylko tyle mogę zrobić. Kocham Cię za to, ze piszesz dla nas tak piękne opowiadanie. :**
OdpowiedzUsuńświetny rozdział ; D czekam na następny !!!!! <3
OdpowiedzUsuńKIEDY DODASZ NASTĘPNY???
OdpowiedzUsuńMatko,nie mów że Justin straci rękę albo coś.. nie może !.
świetne opowiadanie rodział, :D
czeeekam.
Jejku oby wszystko było OK. Świetnie piszesz! <3
UsuńNie wierzę. Boże, z każdym rozdziałem zaskakujesz mnie coraz bardziej! W ogóle jeszcze za nim Dav zauważyła ten samochód, myślę sobie "o ten rozdział chyba będzie jednym z moich bardziej ulubionych" a tu bum taka końcówka.
OdpowiedzUsuńJesteś niesamowita <3
@swaginrackcity
badmeetsevil-tlumaczenie.blogspot.com
boze . to jest wspaniale , niesamowite ! masz taaaki talent. mam nadzieje ze niedlugo bdz nn :**
OdpowiedzUsuńWSPANIAŁE <3 KC !
OdpowiedzUsuńWspaniały cytat, ale czy Dav będzie musiała oddać rękę za Justina xD ?
OdpowiedzUsuńHahahaha, nie. To jest cytat z piosenki Eminema "When I'm Gone" i po prostu pasował mi do ciągu najbliższych wydarzeń. Nikt nie będzie za nikogo oddawał ręki., więc spokojnie :D
UsuńGenialny.
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział.! :D
OdpowiedzUsuńzajebisty :) czekam na kolejny :)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję że Justinowi nic nie będzie x
OdpowiedzUsuńŚwietnie ;))))
OdpowiedzUsuńFajny rozdział czekam na next;)
OdpowiedzUsuńJejku ale rozdział !! :'(
OdpowiedzUsuńŚwietnie piszesz < 33
Proszę, nie uśmiercaj Justina. Błaaagaaam !!
OdpowiedzUsuńO mój boże żeby tylko z Justinem było wszystko okey. Jezus jak ja się o niego boje. :CCC
OdpowiedzUsuńo kurwa. mega.
OdpowiedzUsuńMega mega :p
OdpowiedzUsuńBoskie
OdpowiedzUsuńJestem ciekawa co z Justinem oooo;
OdpowiedzUsuńSuper
OdpowiedzUsuń<3
OdpowiedzUsuńczytam :):) oby Justinowi nic sie nie stalo :'(
OdpowiedzUsuńboshe co bedzie dalej ? *o*
OdpowiedzUsuń